Nieetyczna edukacja seksualna Kościoła

„Seks? Dopiero po ślubie, teraz o tym nie myśl, przecież to grzech.

Dziewictwo jest jak kwiat, należy je zachować dla tego jednego jedynego. Założę się, że nie chciałabyś dostać kwiatu z połową płatków, prawda? Seks jest czymś pięknym, ale dopiero seks małżeński. Wcześniej to są myśli nieczyste, cudzołóstwo, trzeba się z tego spowiadać. Tak, oczywiście, każdemu z nas się zdarzają myśli nieczyste, ale to dlatego, że jesteśmy słabi i grzeszni. Bóg na szczęście nam wybacza. Musisz być silna i powstrzymać się od gestów, które mogą rozpraszać mężczyzn. Nie zakładaj krótkich spódniczek, bo ich to rozprasza, a przecież nie chcesz być współwinna, prawda? Nie ubieraj się w obcisłe koszulki, nie podkreślaj swojej kobiecości – mężczyźni będą na Ciebie patrzeć i nie powstrzymasz ich żądzy. A pomyśl, w przyszłości, gdy będziesz miała okres na przykład, i nie będziesz mogła uprawiać seksu, czy chciałabyś, żeby Twój mąż patrzył na inne kobiety? Nauczcie się razem wstrzemięźliwości. Czy seks jest przyjemny? Tak, bywa przyjemny, ale nie to jest celem zbliżenia. Zbliżenie jest jak modlitwa, jest spotkaniem z Bogiem i jedynym właściwym celem jest prokreacja. Dlatego antykoncepcja jest zła, też jest grzechem. Bo z każdego zbliżenia seksualnego może być dziecko i nie powinnaś tego powstrzymywać. Bóg ma wobec Ciebie swój plan i powinnaś się temu poddać. Ale na razie o tym w ogóle nie myśl, z chłopakiem znajdźcie sobie jakieś zajęcia, które będą Wam zajmowały ręce, coby pokusy nie było. Bo wiesz, mężczyźni mają swoje potrzeby i dla nich to wielkie wyrzeczenie, gdy nie mogą uprawiać seksu. Doceń to. I jak już się pobierzecie, staraj się nie ograniczać jego popędu. To w końcu będzie Twój obowiązek małżeński. I żadnych udziwnień, ma być normalny seks, bo tylko taki się Bogu spodoba.”

Jeśli choć przez chwilę byłaś w Kościele Katolickim, prawdopodobnie te zdania powyżej nie są Ci obce. Słyszałaś je w tej lub innej formie, ale przekaz był mniej więcej taki sam: seks przed ślubem jest grzechem, a po ślubie jest obowiązkiem. Przyjemność może występować, ale nie należy do niej dążyć. Kobieta jest współodpowiedzialna za pożądanie odczuwane przez mężczyznę i powinna tym sterować.

A wszystko co poza tymi zasadami powinno wzbudzać Twoje poczucie winy.

Bardzo jestem rozżalona na Kościół Katolicki, że tak nam zobrzydził seks. Przez wiele lat sama wyzwalałam się z poczucia winy, które we mnie wtłoczono i z przekonań – jakże bezsensownych – na temat tego, jaka jest rola seksu w związku dwojga ludzi i tego, czy ktokolwiek ma prawo się na ten temat wypowiadać.

Dla jasności: seks jest wydarzeniem między dwiema (a czasami nawet więcej) osobami i nikt nie powinien się w to wtrącać, tak długo jak obie (wszystkie) strony się zgadzają na to, co się dzieje.

Idea grzechu jest bardzo sprytnym sposobem na władzę nad ludźmi. Poczucie winy wynika wszak z sumienia, a sumienie jest kształtowane w wyniku procesu socjalizacji. Jeżeli więc młodemu człowiekowi od najmłodszych lat wmawia się, że coś jest niewłaściwe i że grzech go doprowadzi do piekła, to – uwierzcie mi – te przekonania wejdą w niego bardzo głęboko i staną się podstawą jego kręgosłupa moralnego. Skoro coś jest złe, to nie będę tego czynił. A jeśli bardzo bym chciał to uczynić, bo taka jest moja biologia, bo ciało do mnie przemawia, to znaczy, że jestem złym człowiekiem. A skoro jestem złym człowiekiem, to powinienem nad tym pracować i powinienem być innym. Nie mogę sobie ufać. Nie mogę słuchać swojego ciała. Nie rozumiem tego i jestem na to zbyt głupi. Mogę natomiast ufać tym ludziom, którzy mi mówią, jak żyć. Oni są ode mnie mądrzejsi. Mówią, żebym nie uprawiał seksu? Mają rację. Mówią, że uchodźcy są źli? Mają rację. Mówią, że ksiądz nie może być pedofilem, to na pewno wymysły lewaków? Mają rację. Po co mam się w ogóle zastanawiać nad tym, czy oni mają rację? Nie muszę tego kwestionować. Całe życie mi wmawiano coś innego niż czułem podskórnie (albo nawet bardzo naskórnie), więc nie ufam swoim myślom i odczuciam. Wierzę tamtym. Oni wiedzą lepiej. Oni mi powiedzą, jak żyć.

Rany boskie, ileż to zła uczyniło w naszym społeczeństwie!
Ileż ludzi nie wierzy w swoje własne odczucia i przekonania, bo przecież od urodzenia ktoś im mówił, że „czują źle”.

Nie dotykaj się w intymne miejsca, dziecko drogie, to jest grzech! Pozwól cioci się pocałować, przecież chcesz być grzecznym dzieckiem! Nie biegaj po podwórku, jesteś dziewczynką, nie wypada! Przestań podkreślać swoje kształty, chyba nie chcesz być lafiryndą, małą kurewką! Pan od WF-u Was podgląda? Co Ty opowiadasz? Przecież to niemożliwe. Wymyśliłaś sobie.

Tymczasem seks nie ma wartości moralnej. Nie jest ani dobry, ani zły.
Dobry seks jest dobry, a zły seks jest zły.

Seks nie powinien wzbudzać w nas poczucia winy.
Seks może służyć do prokreacji, czemu nie, ale większość doświadczeń seksualnych to eksperymentowanie na swoim ciele, żeby odczuć przyjemność. Celem jest przyjemność. Czasami też bliskość. Niewiele więcej ponad to, praktycznie wszystko inne się wywodzi od przyjemności i bliskości. I każdy z nas ma inny sposób dochodzenia do tej przyjemności. Jedni będą wszak lubili się kochać długo i delikatnie, inni krótko i intensywnie.

Póki Twój partner się zgadza na to, co chcesz z nim zrobić, póty wszystko jest ok.
Bo seks jest ok.

To prawda, pierwszy seks jest zazwyczaj bardzo ważny. I warto ten pierwszy raz celebrować. Dorosnąć do niego. Szukanie swojej własnej przyjemności i dawanie jej komuś innemu wymaga odwagi i przełamania lęku, że ktoś nas źle oceni. Seks potrzebuje otwartości, szczerości i odsłonięcia, a to jest świetne podłoże pod zranienie. Więc z jednej strony trzeba się otworzyć, a z drugiej – warto umieć się obronić i odejść, jeśli sytuacja się wymyka spod kontroli, albo wtedy, gdy się zrobi nieprzyjemnie. Seks wymaga dojrzałości, dlatego pierwsze doświadczenia mamy zazwyczaj jako starsze nastolatki – gdy rozum nam już mniej więcej działa na tyle, żebyśmy potrafili ocenić bezpieczeństwo i sensowność danej sytuacji.

Seks jest przede wszystkim biologią. Jest przyjemnością. Jest rozmową z własnym (i cudzym) mózgiem i jego ośrodkami odczuwania różnych rzeczy – przyjemności, bólu, zakochania. Seks jest wyrzutem hormonów i reakcją ciała. Dobry seks nam służy i nas uzdrawia, zły seks nam szkodzi i nas przygnębia.

I – rzecz jasna – nie każdy seks jest dobry, ale z czasem człowiek się uczy własnych reakcji i powoli uczy się też, jak mówić o swoich potrzebach i oczekiwaniach. Dobrego seksu trzeba się nauczyć.

Więc jeśli ktoś Ci kiedyś wmówił, że jesteś współodpowiedzialna za czyjeś zachowanie, a gdy ktoś przekracza Twoje granice, to dlatego, że byłaś ubrana zbyt wyzywająco, chcę Cię zapewnić – nikt nie ma prawa przekraczać Twoich granic, jeśli Ty tego nie chcesz.

Jeśli ktoś Ci kiedyś wmówił, że uleganie własnemu ciału jest słabością, a siła jest w racjonalizowaniu swoich odczuć i udawaniu, że ich nie ma, chcę Cię zapewnić – im bardziej będziesz ufać swojemu ciału i swoim reakcjom, tym bardziej będziesz szczęśliwa i wewnętrznie uspokojona.

Jeśli ktoś Ci kiedyś wmówił, że seks jest Twoją powinnością i powinnaś kochać się z mężem, kiedy tylko on tego chce, chcę Cię zapewnić – nikt nie ma prawa wymagać od Ciebie czegoś, czego Ty nie chcesz.

Jeśli ktoś Ci kiedyś wmówił, że tylko seks waginalno-penisowy jest dopuszczalny, bo wszystko inne jest grzechem – zapewniam Cię: każda forma seksu może być przyjemna i nikt nie będzie za Ciebie decydował, co Ci sprawia przyjemność. Sama musisz do tego dojść. O ile oczywiście chcesz.

Bo żeby było jasne: nie twierdzę, że abstynencja seksualna jest zła. Nie uważam, że wierność seksualna jednemu tylko mężczyźnie jest nie w porządku. Nie zamierzam oceniać niczyich wyborów w zakresie życia seksualnego.

Wiem jednak, że wmawianie małym dziewczynkom (i chłopcom też, oczywiście), że to, co przyjemne, jest grzeszne, może mieć bardzo poważne skutki w ich głowie i zazwyczaj wpływa negatywnie na ich przyszłe życie seksualne. Dlatego jestem rozżalona, że nauka społeczna Kościoła Katolickiego taki wielki nacisk kładzie na sprawy seksualne i od najmłodszych lat kształtuje sumienia swoich dzieci, manipulując ich emocjami i odczuciami. To jest po prostu nieetyczne. Religia i życie duchowe to o tyle więcej niż sprawy ciała i jego reakcji, więc nie rozumiem, czemu Kościół nam nieustannie próbuje wejść do łóżka i wzbudzić poczucie winy, bo jest nam w tym łóżku przyjemnie.

A o tym, jak się z tego poczucia winy wyzwolić, napiszę innym razem.

Tagi: , , ,

Trackbackuj ze swojej strony.

Zostaw komentarz

 

Kontakt

Napisz do mnie mail: [email protected]

Polub mnie na facebooku: facebook.com/lumpiata

Subskrypcja

Chcesz dostawać mailem powiadomienia o nowych wpisach?