Sexshopy? To przecież dla zboczeńców!

Przypominało mi się dzisiaj, jak w Barcelonie weszłam któregoś dnia do sklepu z gadżetami erotycznymi
tak prosto z ulicy i poczułam się w nim od razu bardzo przyjemnie i swobodnie. Jak w każdym innym sklepie. Pani do mnie podeszła, spytała, czy w czymś pomóc, ja jej, że chcę się na razie rozejrzeć, bo u nas w Polsce to takich sklepów za wiele nie ma. Pani się uśmiechnęła, coś tam powiedziała, że u nich to się bardzo zmieniło w ostatnich latach i poszła pomagać miłej starszej parze w wyborze wibratora.

Muzyka leciała lekka, energetyczna i sympatyczna, światło jasne, dużo miejsca między regałami, wszystkiego mogłam dotknąć, a jak nie, to zaraz ktoś podejdzie obsłużyć. I oczywiście były też różne zakamarki, ale raczej po to, żeby dobrze wykorzystać przestrzeń, bo nikt się w tym kątach chować nie musiał. Pochodziłam, popatrzyłam, podotykałam, stwierdziłam zresztą, jaka marka wibratorów mnie najbardziej interesuje i dopytałam jeszcze o parę szczegółów miłego młodego chłopaka, pracującego za ladą. Bez wstydu i niepotrzebnego napięcia. Bez poczucia, że łamię jakieś tabu, a potem będą mnie pokazywali palcem. Ludzie wchodzili, wychodzili, żartowali, śmiali się i trzymali za rękę. Albo i nie.

A pomyślałam o tym, bo akurat jechałam dzisiaj Janem Pawłem w Warszawie i przejeżdżałam obok pawilonów koło Kina Femina. Tych z cegły, które warszawiacy z reguły świetnie kojarzą. Chodziłam w tamtych okolicach do liceum, więc znałam je mniej więcej na pamięć, ale i tak wolałam do szkoły iść między blokami, niż przechodzić pasażem – wstydziłam się. Zasłony, firany, duszna atmosfera i czerwone ciężkie lampy, neony i napisy, które odstraszają każdego, kto seks kojarzy głównie z romantyczną miłością.

Sexshopy w polskim wykonaniu lat dziewięćdziesiątych były dla mnie wówczas naprawdę obślizgłe i nieszczególnie pachnące, zwłaszcza, że jako nastolatka miałam bujną wyobraźnię i dość specyficzne, katolicko-patriarchalne podejście do seksu per se.

Wyobrażałam sobie na przykład te kabiny do oglądania tańca erotycznego, które na pewno widziały niejedno i współczułam tym biednym paniom, które musiały je później sprzątać. O paniach tańczących nie chciałam myśleć, choć cieszyłam się w ich imieniu, że podobno od klienta dzieli je szyba. Wyobrażałam sobie panów chowających się między półkami, którzy próbowali masturbować się do czasopism albo okładek kaset VHS. Co jakiś czas ktoś z obsługi ich przeganiał, ale to było w gruncie rzeczy nieskuteczne. Miałam też przed oczami tych wszystkich dziwnych alfonsów, z wąsikiem, a jakże, którzy wchodzili do sklepu jak do siebie i w wulgarny i agresywny sposób zaznaczali swoją potrzebę dominowania nad obsługą.

I choć wiem, że w dzisiejszych czasach powstaje coraz więcej fajnych sklepów z gadżetami erotycznymi i salonów również, gdzie można przyjść, zapytać i poczuć się swobodnie, a gros zakupów można komfortowo wykonać przez internet, to ciągle mam w głowie te przybytki z Jana Pawła, które na długie lata zohydziły mi wszelkiego rodzaju myślenie o gadżetach erotycznych. Przecież z takich przedmiotów korzystają tylko zboczeńcy, jak chociażby ten ekshibicjonista, którego spotykało się regularnie na Polu Mokotowskim. Miał szeroki prochowiec, który rozchylał w odpowiednim momencie, żeby pozwolić nam, siódmoklasistkom idącym na baseny na Skrze, odkryć, że pod spodem jest goły i wesoły. Uciekałyśmy zobrzydzone i z krzykiem na ustach.

Sexshop był więc w mojej głowie (i zapewne nie tylko mojej) miejscem brudnym i wstrętnym. Proponowane w nim usługi wydawały się chore i przeznaczone dla ludzi zaburzonych. A sprzedawane w nim przedmioty były dziwne, nieraz śmieszne, a czasami po prostu obrzydliwe. Nie miały nic wspólnego z miłością.

Z wiekiem i z doświadczeniem to podejście mi się zmieniło, ale do sexshopu w Polsce jeszcze nigdy nie weszłam. Ani do salonu erotycznego.

Czas to zmienić.
Umówiłam się więc na wizytę do jego z salonów w Warszawie.

Tagi: , , ,

Trackbackuj ze swojej strony.

Komentarze (3)

  • Avatar

    toya

    |

    He he :) pamietam te pawilony…. Z tym ze ja chyba bylam smielsza bo bylam, owszem i nie bylo tak zle :)

    Reply

  • Avatar

    toya

    |

    co sie dzieje z komentarzami?

    Reply

    • Avatar

      Lumpiata

      |

      dwa pierwsze komentarze danej osoby (albo danego IP) są moderowane i czasami zdarza się, że wpadają do spamu. Ja tam zaglądam, ale nie codziennie.

      Reply

Zostaw komentarz

 

Kontakt

Napisz do mnie mail: lumpiata@gmail.com

Polub mnie na facebooku: facebook.com/lumpiata

Subskrypcja

Chcesz dostawać mailem powiadomienia o nowych wpisach?