Przygody Olgi 2

„Od początku zakładałam, że S. będzie tylko kochankiem.

Postanowiłam choć ten jeden raz się nie zakochiwać i sprawdzić, czy umiem utrzymać relację czysto seksualną. Chciałam dobrego seksu i nie chciałam żadnych zobowiązań, ani oczekiwań. Cała wprawdzie literatura wokół mnie twierdziła, że to nie jest możliwe, bo przecież kobieta zakochuje się hormonalnie, oksytocyna się wydziela w wyniku seksu i zaraz będę chciała z nim mieć dzieci, psa, dom i dwa samochody w garażu, ale postanowiłam spróbować.

Już ta pierwsza noc pokazała, że S. jest czułym i czujnym kochankiem. Miałam wrażenie, że lepiej zna moje ciało ode mnie. Że lepiej wie, kiedy dotknąć, kiedy nacisnąć, a kiedy czule pocałować. Czułam się wręcz zawstydzona tym, że jestem taka łatwa w obsłudze. Że odpowiadam orgazmem raz po raz. Że nie umiem tego powstrzymać. Pierwszy raz mi się to zdarzyło i byłam totalnie bezbronna.

Za drugim razem było inaczej. Przyjechał prosto do mnie. Całe popołudnie nie mogłam sobie znaleźć miejsca i krążyłam między kanapą a lustrem, ciągle poprawiając niewidoczny makijaż. Najpierw założyłam sukienkę, potem zmieniłam na dżinsy, żeby sobie nie pomyślał nie wiadomo czego, potem znowu na sukienkę, bo przecież i tak zaraz mi ją zdejmie. I tak kilka razy. Przyjechał i od drzwi zaczęliśmy się całować. Na trzeźwo, namiętnie i bez końca. Rzeczywiście nie zdążyliśmy dojść do sypialni, a już byłam pół naga.

Jego pasja i intensywność bardzo mi się podobały. Dawno nie miałam takiego kochanka, może nawet nigdy wcześniej. To wszystko było naturalne i nie miało w sobie nic z natarczywości i nachalności poprzednich facetów. Czekałam na niego, miałam na niego ochotę, on przyjeżdżał i zaraz lądowaliśmy w łóżku. Albo na podłodze. Klasyczna kolej rzeczy, którą dotychczas widziałam głównie na filmach.

Dochodziłam więc raz po raz, choć nigdy już nie udało nam się powtórzyć tej pierwszej serii. Najszybsze i najsilniejsze orgazmy miałam w wyniku pieszczot ręką. Wyłączałam mózg, włączałam odczuwanie. Tak sobie myślę, że może właśnie to pierwotne założenie, że S. będzie tylko kochankiem, zadecydowało o całej reszcie. Kompletnie się nie przejmowałam tym, co on o mnie myśli i czy aby już się zakochał, a jeszcze mniej analizowałam swoje własne emocje. Liczyło się ciało i chuć.

Pamiętam jednak jedną sytuację, gdy leżałam przed nim, totalnie rozkraczona, on właśnie mnie tam całował, a ja myślami gdzieś totalnie odleciałam. I nagle napadł mnie wstyd. Nie wiem skąd. Że S. mnie całuje w miejsce intymne, że przecież to prawie obcy człowiek, że tak leżę przed nim nieskromnie. Musiałam się czegoś przestraszyć. A może odezwała się ta grzeczna część mnie samej, wychowana w naszym cudownym katolickim kraju, ta Olga, która seks uprawia tylko pod kołdrą i przy zgaszonym świetle? Nie wiem, ale S. musiał mnie potem przez dłuższą chwilę przytulać i głaskać po głowie, i zapewniać, że nie uważa mnie za dziwkę.

Dziwne było jedynie to, że S. nie chciał dochodzić, a ja nie umiałam go zadowolić ani ustami, ani inaczej. I to tak trwało przez jakiś czas. Za którymś razem nie chciałam odpuścić. Robiłam mu laskę już od wielu minut, wyjątkowo skupiona na zadaniu, choć pewnie nieudolnie to robiłam, bo chyba nie jestem najlepsza w te klocki. Widziałam jednak i słyszałam, że jemu jest przyjemnie. Czułam, że zaraz dojdzie. Spinał mięśnie, wił się pode mną i trochę jakby odpływał. Ale nie. Nagle się wycofał, przyciągnął moją twarz do swojej i zaczął całować tak czule i z taką pewnością siebie, że kompletnie się w tym zapomniałam. Laski nie dokończyłam. A on potem wyjaśniał, że to nie ma nic wspólnego ze mną i że jestem cudowną kochanką. Wierzyłam mu, bo przecież gdybym nią nie była, to by do mnie nie przyjeżdżał, prawda?

I pewnie tak by to trwało, ale za dużo ze sobą gadaliśmy.
Za szybko się zaprzyjaźniliśmy.
Za bardzo go polubiłam.”

cdn :)

Tagi: , , , , ,

Trackbackuj ze swojej strony.

Komentarze (2)

  • Avatar

    13

    |

    Miałam kiedyś podobną przygodę (a nawet kilka) w pewnym kraju zagranicznym i mnie to również zaskoczyło. Facet chciał tylko lizać i całować i nic więcej. Mam w pamięci taki niezwykły obrazek jak leżę z nogami rozrzuconymi na boki na przeciw szeroko otwartego okna, blady świt, okno wychodzi na morze i plażę, on tam pracuje, pracuje i jedzie z tym koksem, a mi po protu dobrze i błogo jest. Nie pamiętem czy miałam orgazm czy nie. To trwanie w tej sytuacji, przeciąganie stanu przyjemnego było doskonałe. Trochę kicz z tą plażą, wschodem słońca, ale jakże przyjemnie. Chyba to potem powtórzyliśmy jeszcze raz czy dwa. Totalny egoizm i jaki wypełniający.

    Reply

    • Avatar

      Lumpiata

      |

      a uważasz, że taki związek może trwać? trudno jest brać, prawda?

      Reply

Zostaw komentarz

 

Kontakt

Napisz do mnie mail: lumpiata@gmail.com

Polub mnie na facebooku: facebook.com/lumpiata

Subskrypcja

Chcesz dostawać mailem powiadomienia o nowych wpisach?