Historie Anki 2

– Ja ich chyba przyciągam. Tych nieudaczników i beznadziejnych kochanków.

Anka trzymała wysoko kieliszek z czerwonym winem, jakby chciała z niego wyczytać swoją przyszłość. – Feromony z siebie wydzielam, czy raczej antyferomony i oni po prostu wiedzą, że jestem łatwa i że jak coś ma fiuta, to zaraz za nim polecę. A ja się rano z takim budzę i znowu nie wiem, gdzie jestem. Wychodzę cichaczem z tych mieszkań i chcąc nie chcąc muszę poznawać coraz to nowe dzielnice Warszawy. Mogłabym przewodnik napisać o tym, gdzie warto się bzykać.

Ostatnio, wyobraź sobie, wylądowałam na Jelonkach, w blokowisku, i kompletnie nie wiedziałam, jak się stamtąd wydostać. Akurat miałam postanowienie noworoczne, że więcej jeżdżę komunikacją, a mniej taksówkami. No takie postanowienie wymuszone, bo pensji jeszcze nie było. I nie umiałam się wydobyć spomiędzy tych bloków o kompletnie nielogicznej numeracji. Środek nocy był, jakaś ósma rano, niedziela, na ulicach starsi ludzie z pieskami i ci ambitni biegający, co to wkurwiają normalnych leniwych. Nie było kogo się zapytać. Krążyłam i krążyłam, aż w końcu po dźwięku udało mi się znaleźć tramwaje. Masakra, mówię Ci.

Żeby chociaż jeszcze seks był dobry. Poznałam go w jakimś barze w mieście. Zrobiona byłam, faceci się oglądali. No może trochę biust za bardzo wyeksponowałam, ale wcześniej spotykałam się z ekipą dziewczyn z poprzedniej fabryki i chciałam wyglądać sukowato, a nie, że jakaś cipa. Z początku go olałam, jakiś taki bez wyrazu. Po kilku drinkach był już całkiem przystojny i inteligentny. Rozmawialiśmy o serialach. Powinnam zapamiętać raz na zawsze, że to, że ktoś lubi Californication, nie oznacza od razu, że się bzyka jak Hank Moody. Dolej mi jeszcze trochę tego wina.

No więc jesteśmy w tym barze i dzieje się absolutny classic, gadka szmatka, siedzimy coraz bliżej, ciała pochylone ku sobie, wysokie stołki przy barze, barman dolewa, a ja jeszcze kombinuję, czy się z tego wykaraskać, bo po co mi kolejny one-night-stand, czy jednak popłynąć, przecież dobrze mu z oczu patrzy i raczej mnie nie poćwiartuje.
Intuicja mówiła, żeby spierdalać, ale przecież miałam też nadzieję. Zawsze ją mam.

Nie poćwiartował. Wręcz przeciwnie. Upił się na smutno, wyszło to dopiero w taksówce, żona go nie rozumie, wcale ze sobą nie śpią. Albo dziewczyna go rzuciła, nie pamiętam, istotne, że położył mi głowę na kolanach, lekko zasmarkany, a w każdym razie kompletnie nieszczęśliwy, bo mu ją przypominam, i zasnął. Daleko te Jelonki, wiem. A na miejscu nie bardzo wiedziałam, co ze sobą zrobić. Trzecia nad ranem, nie mam jak wrócić, portfel pusty, no przecież nie zostanę na ulicy. To z nim poszłam. W windzie zaczęliśmy się całować. Dobry, sprawny język. Wilgotne i miękkie usta. Nadziejo, Ty dziwko.

W mieszkaniu wszystko na swoim miejscu, nawet kota miał, więc rozumiesz, że od razu zrobiło mi się cieplej i milej. Każdy może mieć gorszy dzień i upić się na smutno. No ale niestety. To był ten typ, co to wiesz, wydaje mu się, że jak pomiętoli piersi i dwa razy poliże cipę, to grę wstępną ma zaliczoną. Założył gumkę i zaczął mnie bzykać. I robił to nawet intensywnie, tak jak lubię, ale też rozpaczliwie. Na pewno miał zamknięte oczy. Byle na mnie nie patrzeć. I ten jego penis nie przerażał wielkością, więc czułam go w sobie tylko poniekąd.
Nie przedłużałam. Doszedł, odpadł, zasnął.

Pewnie powinnam była się pożegnać rano, ale jakoś wolałam, żeby mi w głowie już nie mieszał. Nie daj Boże okazałby się sensownym facetem do porannej kawy. I nie wiedziałabym wtedy, co zrobić.

A tak to przynajmniej sytuacja jest jasna – więcej się z nim nie spotkam.

Tagi: , , ,

Trackbackuj ze swojej strony.

Zostaw komentarz

 

Kontakt

Napisz do mnie mail: lumpiata@gmail.com

Polub mnie na facebooku: facebook.com/lumpiata

Subskrypcja

Chcesz dostawać mailem powiadomienia o nowych wpisach?